TOP

Szukaj szczęścia w prostocie

Udostępnij wpis:

Simplife to blog, który stał się ulubionym miejscem wielu osób poszukujących w życiu równowagi, zmęczonych wszechobecnym konsumpcjonizmem. O jodze, również poza matą, minimalizmie oraz o tym, co jest w życiu ważne, rozmawiamy z autorką bloga – Natalią Knopek.

Jesteś autorką bloga o jodze i minimalizmie. Dlaczego zdecydowałaś się na taką właśnie tematykę?

Powiedziałabym, że ta decyzja podjęła się sama. Zakładając bloga, nie miałam konkretnego zamysłu co do jego tematyki. Pisałam o tym, co mnie interesuje, dotyczy i spotyka. Wyszłam z założenia, że chcę pisać o tym, o czym sama chętnie bym czytała. I tak jest do tej pory.

I chyba takie założenie okazało się kluczem do sukcesu. Aktualnie nie pracujesz w swoim wyuczonym zawodzie. Realizujesz się za to jako blogerka i nauczycielka jogi. Czy taki był Twój cel, kiedy zaczynałaś pisać?

Rzeczywiście, z wykształcenia jestem architektem i planistą przestrzennym. Był czas, kiedy wydawało mi się to słusznym rozwiązaniem. Na tyle słusznym, że studiowałam aż dwa kierunki naraz. Jednak ani tematyka bloga, ani to, co robię teraz, nie było planowane. Jeśli w ogóle można mówić o jakichś planach w moim życiu, to raczej o tym, że miałam być właśnie architektem. Często ludzie pytają mnie, dlaczego to, a nie architektura, a ja nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. Robię tak, jak czuję i nie potrzebuję na to racjonalnego wytłumaczenia.

Jak długo istnieje Simplife?

W styczniu minęły 3 lata. Choć ja za taki prawdziwy początek przyjęłam koniec września 2015 r. Dopiero wtedy posty zaczęły pojawiać się w miarę regularnie, powstał fanpage na Facebooku i konto na Instagramie.

To świetny wynik jak na tak krótki czas. Twój blog jest bardzo popularny. Aktualnie na Facebooku obserwuje Cię prawie 34 tysiące osób i 18,5 tysiąca na Instagramie. Czy miałaś jednak chwile zwątpienia? Z pewnością nie od razu miałaś aż tylu czytelników.

Zwątpienia były, są i na pewno jeszcze będą. Wciąż podchodzę do tego, co robię, bardzo emocjonalnie i krytycznie. Potrafię rozpłakać się tylko dlatego, że ktoś w niemiły sposób mnie skrytykował, albo nie opublikować tekstu czy zdjęcia, mówiąc sobie, że to jest za słabe, że nikogo nie zainteresuje. Myślę jednak, że to dobrze. Bez emocji nie byłoby już zaangażowania ani pasji. Wtedy to, co robię, stałoby się zwykłym rzemiosłem.

 


“Joga, w formie regularnych zajęć, asan i kursów jest ze mną od prawie 10 lat.”


 

Co było pierwsze w Twoim życiu – joga czy minimalizm?

Joga, w formie regularnych zajęć, asan i kursów jest ze mną od prawie 10 lat. A minimalizm? To już jest pytanie czysto filozoficzne – bo co tak naprawdę rozumiemy przez minimalizm? Czy to jest to, co jest teraz modne i co wyskakuje niemal z lodówki, czy raczej to, co ma się w sobie, w sercu?

Jeśli chodzi o styl życia, osobowość, przekonania – mam wrażenie, że był od zawsze. Są rzeczy, które po prostu wynosi się z domu. Mówi się, że mądre kobiety to córki mądrych matek i tak chyba było w moim przypadku. Nie mam tutaj na celu kreowania siebie na niezwykle inteligentną osobę, chodzi mi raczej o wyrażenie wdzięczności moim rodzicom za dobre wychowanie. W końcu to w dużej mierze dzięki nim jestem taka, jaka jestem.

A jeśli za minimalizm uznajemy to, co po prostu jest teraz modne i co wykorzystywane jest dość mocno w marketingu, to ja się pod tym w żaden sposób nie podpisuję. Unikam wręcz nazywania siebie minimalistką, a bloga minimalistycznym.

A jednak Twój blog kojarzy się przede wszystkim z minimalizmem. Można powiedzieć, że wpisujesz się w ten trend, niezależnie od tego, czy taki był Twój zamiar, czy nie. Może jednak ta moda nie jest taka zła? Gdyby nie ona, pewnie wiele osób nawet nie usłyszałoby o minimalizmie.

To prawda, wszystko ma swoje dobre i złe strony. Jednak cały czas liczę na to, że moda przeminie, a przekonania zostaną.

 

 

Czy myślisz, że kierowanie się w życiu prostymi zasadami czyni je lepszym?

Na pewno prostszym. Jak to ktoś kiedyś powiedział – jeśli chcesz kłamać, to musisz mieć dobrą pamięć, żeby to wszystko później spamiętać i w niczym się nie pogubić. A zasady w życiu nie muszą być jakieś wyjątkowo proste ani tym bardziej na siłę upraszczane. Ważne, żeby były nasze własne. Wtedy nie trzeba kłamać, udawać, po prostu żyje się tak, jak chce.

Bardzo dużo miejsca na swoim blogu poświęcasz jodze. Jesteś też nauczycielką jogi. Jak to się stało, że pojawiła się ona w Twoim życiu?

Filozofią Wschodu, feng shui czy wszelkimi zagadnieniami związanymi z energią, przepływem, telepatią czy uzdrawianiem interesowałam się, odkąd pamiętam. Jednak sama joga jakoś wtedy nie stanęła na mojej drodze. Pochodzę z małego miasteczka, zamieszkiwanego przez około 3 tysięcy mieszkańców. Czy jest możliwość, żeby w takim miejscu istniała szkoła jogi? Nie ma. A na pewno nie było jej w tamtych czasach. Nie wiem, jak jest teraz, być może pojawiły się jakieś zajęcia. Dopiero studia i przeniesienie się do dużego miasta dały mi taką możliwość.

To też jednak nie było tak, że pierwszego października, zamiast stać w kolejce po odbiór indeksu, poszłam szukać dla siebie szkoły jogi. Nie. Przyszła taka chwila w moim życiu, że joga najzwyczajniej w świecie sama mnie znalazła.

 


“Przyszła taka chwila w moim życiu, że joga najzwyczajniej w świecie sama mnie znalazła.”


 

Jak to się stało?

To jedno z tych zdarzeń w życiu, o których mówi się – widocznie tak miało być. Na swoje pierwsze zajęcia trafiłam, można powiedzieć, trochę z przypadku. Jednak wiadomo, że nic przypadkiem się nie dzieje. Był to bardzo burzliwy okres w moim życiu. Stałam w rozkroku, myślałam jedno, robiłam drugie. I tak naprawdę nie miałam pojęcia, w którym kierunku zacząć iść. Joga pomogła mi wyciszyć to wszystko w głowie i zacząć działać.

Co wniosła w Twoje życie?

Stała się dla mnie sposobem na życie i odpowiedzią na wiele pytań i potrzeb. Z tym że staram się nie ograniczać jej do tego, co dzieje się na macie. Nie jestem typem sportowca ani miłośniczką fitnessu, więc niespecjalnie fascynują mnie różnego rodzaju akrobacje. Idąc za Sri Pattabhi Joisem – joga to praktyka wewnętrzna, reszta to tylko dodatek. I właśnie ta joga daje mi spokój, czas dla siebie i oderwanie od tego, co bieżące.

Często ludzie boją się spróbować jogi, mówiąc, że są za mało rozciągnięci albo niewysportowani. A Ty nie miałaś takich wątpliwości?

Ja takich wątpliwości nie miałam, ale chyba wiem, z czego to wynika. Bynajmniej nie z tego, że pałałam zamiłowaniem do sportu czy gimnastyki. Powiedziałabym, że było raczej zupełnie odwrotnie. Nie czułam się więc w żaden sposób przygotowana. Ja jednak po prostu o tym nie myślałam.

Przypuszczam, że ten brak obaw wynika z faktu, że joga wtedy nie była tak popularna. Poza tym nie było Instagramów czy Facebooków, przez co obraz jogi w mojej głowie w żaden sposób nie wiązał się ze sportem, jakimiś specjalnymi predyspozycjami czy przygotowaniem, które trzeba mieć, by zacząć.

Joga w moim odczuciu nadal właśnie tak wygląda i jest daleka od akrobacji. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że wiele osób, po tym, jak naogląda się takich cyrkowych wygibasów w Internecie, boi się spróbować. Ma wrażenie, że się nie nadaje i że to nie dla nich.

Kiedyś nawet poruszyłam ten temat na blogu. Wiele osób pisało do mnie później, że to jest chyba tekst, którego potrzebowali, by się przełamać i pójść na pierwsze zajęcia.

 

 

Związałaś się z jakimś konkretnym stylem jogi?

Zaczynałam od takiego typowo vinyasowego flow. Później długo szukałam dla siebie miejsca. Próbowałam trochę ashtangi. Bardzo, bardzo delikatnie dotknęłam acroyogi czy aerialyogi. Polubiłam się również z yinyogą.

Obecnie z zaciekawieniem poznaję metodę Iyengara, do tej pory mocno się przed nią wzbraniałam. Nie mogłam zaakceptować wszystkich tych pasków, koców, krzeseł i bloczków do pomocy. Teraz nieco się na nią otwieram. Nie mówię, że będzie to moja nowa ścieżka, jednak jest wiele elementów, które uczę się wplatać do mojej praktyki i do tego, co przekazuję uczestnikom moich zajęć.

W Indiach miałam okazję spotkać wspaniałego nauczyciela, który swoje zajęcia nazywał po prostu hatha yoga. Otworzył mi oczy na wiele nowych aspektów jogi. Doszłam chyba do takiego miejsca, w którym nie czuję potrzeby przynależności do konkretnej ścieżki. Mogę szanować każdą i z nich czerpać. W jodze nie szukam perfekcji i konkretów, ale raczej intuicji i miłości własnej. I to samo staram się przekazywać dalej.

Co sądzisz o samodzielnej praktyce jogi? Prowadzisz kanał na YouTube, gdzie wrzucasz filmiki instruktażowe.

Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że jeżeli praktyka, to tylko w szkole jogi, pod okiem nauczyciela. Pamiętam, że bardzo wiele osób pisało do mnie – załóż kanał na YouTube, zacznij nagrywać filmy. Chyba nawet pierwsze tego typu głosy pojawiły się wcale nie z bloga, ale od osób, które chodziły na moje zajęcia, gdy prowadziłam swoje studio jeszcze w Danii.

Długo trwało, zanim podjęłam decyzję o nagraniu pierwszego filmu. Na wszystkie takie wiadomości i sugestie odpisywałam po prostu: znajdź szkołę jogi, nauczyciela, zrób to na żywo. Naprawdę wtedy wydawało mi się, że nie ma innej możliwości. Tylko nauczyciel, uczniowie, mata i zajęcia. Nie miałam pojęcia, że istnieją kanały, a nawet całe serwisy dostarczające jogiczną wiedzę zarówno w formie tekstów, jak i filmów z instruktażem. I nie były to lata 90. ubiegłego wieku. Po prostu miałam bardzo nikłe pojęcie dotyczące tego, co można znaleźć w sieci.

Potrzebowałam czasu, by uświadomić sobie, że nie każdy i nie zawsze ma możliwość zapisania się na zajęcia. Paradoksalnie sama mogę być tego najlepszym przykładem, ponieważ też dopiero na studiach, po przeprowadzce, mogłam znaleźć dla siebie szkołę. Jednak wiadomo, u siebie się tego nie widzi.

Praktyka w domu, jeśli będzie wykonywana świadomie, może być tak samo wspaniała, jak ta w szkole. I co najważniejsze – skrojona na miarę. Niemniej jednak zawsze polecam – nawet jeśli nie masz możliwości zapisania się na regularne zajęcia, to może chociaż uda ci się wybrać na jakieś warsztaty wyjazdowe?

Ja sama staram się regularnie odwiedzać różne miasta w Polsce właśnie z takimi warsztatami. Wiele osób staje wtedy na macie po raz pierwszy. Zawsze najbardziej cieszy mnie, to gdy ktoś pojawia się na kolejnych warsztatach i mówi, że zaczął regularną praktykę. Chyba nie ma lepszej nagrody dla nauczyciela niż taka informacja!

W tym roku na przełomie sierpnia i września organizuję również weekendowe warsztaty połączone z dniami milczenia. Taki detoks umysłu i ciała. Z dala od telefonów, rozmów i wszelkiego hałasu. W zeszłym roku sama miałam okazję w takich uczestniczyć, co okazało się bardzo wartościowym przeżyciem, dlatego chciałam przekazać to dalej.

 


“Praktyka w domu, jeśli będzie wykonywana świadomie, może być tak samo wspaniała, jak ta w szkole.”


 

Mieszkałaś przez jakiś czas za granicą…

Tak, mieszkałam przez pół roku w Hiszpanii, wyjechałam z programu Erasmus. Później wróciłam na trochę do Polski, po czym aplikowałam na studia magisterskie w Danii. Tam mieszkałam przez prawie trzy lata, czyli jeszcze rok po skończeniu studiów.

Czy te doświadczenia Cię czegoś nauczyły?

Nauczyły mnie bardzo dużo. Uważam, że to był wyjątkowo ważny okres w moim życiu. Gdybym miała powiedzieć o dwóch najważniejszych lekcjach, jakie dzięki temu otrzymałam, to na pewno będzie to: rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają z zewnątrz. Wszystko trzeba poznać, doświadczyć na własnej skórze i dopiero wtedy można formułować na ten temat opinie.

A druga sprawa – te wyjazdy nauczyły mnie doceniać Polskę. Trzy lata to i dużo, i niedużo. Jednak wspólnie z mężem zgodnie twierdzimy, że w naszym kraju naprawdę wiele się zmieniło przez ten czas. I to bardzo na plus! Nie chodzi tu tylko o zmiany w infrastrukturze czy rozwój miast, ale również o to, co dzieje się w głowach i świadomości Polaków. Jesteśmy weselsi, otwarci, bardziej pewni siebie. Czego nie można pod żadnym pozorem mylić z próżnością.

 

 

To bardzo nietypowa opinia. Zazwyczaj ludzie uważają, że Polacy są dość pesymistycznym narodem i raczej niezbyt pewnym siebie.

Ja tak nie uważam. Z tym że jestem zwolenniczką zasady, by to nasze czyny mówiły głośniej niż słowa. I moim zdaniem my, jako naród, trochę tacy jesteśmy. Robimy dużo fajnych i dobrych rzeczy, ale niekoniecznie trąbimy o tym na prawo i lewo.

Co do samego pesymizmu, wychodzę z założenia, że o tym, co leży na wątrobie, też można pogadać, a nawet powinno się to robić! W naszym życiu nie zawsze jest wiosna. Często jednak wystarczy na ten temat porozmawiać z kimś zaprzyjaźnionym i wiele problemów rozwiązuje się już w trakcie rozmowy. Okazuje się, że powiedziane na głos nie są już takie straszne.

Moim zdaniem to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż niszczące nakładanie maski ze sztucznym uśmiechem i udawanie, że wszystko jest w porządku. Tak było na przykład w Danii. Tam nikt o problemach nie rozmawiał. Każdy z uśmiechem na ustach mówił, że wszystko idzie świetnie. Jednak liczba osób leczących się psychiatrycznie z depresji i wysoki odsetek samobójstw świadczą o czymś zupełnie innym. I to nie jest tylko moje spostrzeżenie. Kiedyś na potrzeby bloga namówiłam na rozmowę kilka zupełnie niezależnych osób polskiego pochodzenia, mieszkających od dłuższego czasu w Danii i pozostających w stałych związkach z Duńczykami. Na tej podstawie powstał obszerny artykuł o tym, że to całe hygge to jednak trochę mit i wytwór marketingowy.

 


“…joga różni się pomiędzy krajami tak samo, jak i ludzie różnią się między sobą.”


 

A czy zauważyłaś inne podejście do praktyki jogi w krajach, w których mieszkałaś?

Powiedziałabym, że joga różni się pomiędzy krajami tak samo, jak i ludzie różnią się między sobą. Można generalizować i twierdzić, że w Hiszpanii – przez południowy temperament – jest bardziej żywiołowa. Albo, że w Danii jest bardziej spokojnie, bo i ludzie są bardziej wycofani. Jednak to jest takie właśnie szufladkowanie. Praktyka jest taka, jaki jest twój nauczyciel. A trafiasz do takiego nauczyciela, jakiego ci w danym momencie najbardziej potrzeba.

Ja w Danii uczyłam się od wspaniałej nauczycielki pochodzącej ze Stanów, konkretnie z Memphis. Była to Afroamerykanka o niesamowitej sile, która potrafiła rozbudzić nas nawet bladym świtem, przy niezbyt sprzyjającej pogodzie za oknem (wiadomo jak to w Skandynawii). Trafiłam na ognisty temperament, mimo że byłam na dalekiej północy.

Oprócz Danii masz doświadczenia z innego egzotycznego miejsca, a mianowicie z Festiwalu Woodstock w Kostrzynie. Prowadziłaś tam w zeszłym roku zajęcia jogi.

Mówiąc całkowicie szczerze – wspominam to wydarzenie jako jedno z najwspanialszych w życiu. Było bardzo dużo emocji, kilka razy zdarzyło mi się popłakać ze wzruszenia, gdy takim woodstockowym zwyczajem cała sala zaczynała śpiewać na koniec zajęć „Sto lat”. Uczestnicy takich warsztatów to po prostu fajni ludzie, otwarci, ciekawi, bez oczekiwań, z taką trochę duszą hipisa. A ja takie osoby po prostu lubię. Poza tym Woodstock to festiwal, z którym byłam bardzo związana jako nastolatka. Jeździłam tam co roku! Poznawałam wspaniałych ludzi, słuchałam ulubionej muzyki, brałam udział w wartościowych warsztatach. Dlatego w zamian chciałam teraz dać coś od siebie. Mam nadzieję, że i w tym roku uda mi się poprowadzić tam zajęcia.

Właśnie ukazuje się Twoja najnowsza książka, będąca rodzajem elementarza wiedzy o jodze. Co zainspirowało Cię do jej napisania? Dla kogo jest przeznaczona?

Do jej napisania w dużej mierze skłonili mnie czytelnicy bloga i uczestnicy warsztatów. Podpowiadali, że chętnie przeczytaliby taką pozycję. Książka przyda się zarówno osobom, które chcą zacząć swoją przygodę z jogą, jak i tym, które pragną pogłębić swoją wiedzę. Całość podzielona jest na dwie części: teoretyczną i praktyczną. W tej pierwszej znajdziemy wiele informacji o historii jogi, jej rodzajach, o ośmiostopniowej ścieżce jogi, o czakrach. Jest tam również wiele przydatnych informacji odnośnie do tego, jak znaleźć dla siebie szkołę jogi, jak się przygotować do zajęć, o czym pamiętać i czego się wystrzegać.

W części praktycznej znalazło się prawie 100 dokładnie opisanych pozycji wraz z modyfikacjami. Każda asana jest nie tylko szczegółowo omówiona, ale również wyposażona w grafikę, która pokazuje, co dzieje się w naszym ciele, co się rozciąga, co kurczy i jakie części ciała powinny w niej pracować.

Pozycje zostały podzielone na podkategorie, które mogą stać się osobnymi sekwencjami, pomocnymi, chociażby przy problemach z zasypianiem, zmęczeniu czy w chwilach, gdy chcemy wspomóc swoją koncentrację.

Myślę, że można powiedzieć, że to taki trochę elementarz i mam nadzieję, że dla wielu osób stanie się on drogowskazem na ich jogicznej drodze.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Płociniczak


Wywiad pochodzi z magazynu Yoga & Ayurveda, który możecie znaleźć TUTAJ.

Zostaw komentarz